Blog > Komentarze do wpisu
Marek Hłasko - "Pierwszy krok w chmurach"

Oto tom opowiadań Marka Hłasko "Pierwszy krok w chmurach".

 

"Dom mojej matki" - matka narratora, nazwijmy go Markiem,  jest stara i brzydka. Marek chce dla niej jak najlepiej: proponuje  przeprowadkę. Używa wszystkich argumentów: od argumentu wygody i swobody po argument ładnej okolicy. Matka odpowiada monosylabami: nie chce, tu mi dobrze, a po co się przeprowadzać? Syn załamuje ręce - matka jest brzydka i myśli, że najodpowiedniejsze dla niej jest brzydkie mieszkanie ... W cieniu wielkiego miasta, bez nadziei na "lepsze" życie - żyjemy tak sobie, ty i ja - mamo, i wdychamy  ten oto odór kiczu - tak mógłby powiedzieć Marek, narrator tego opowiadania. Kiczem nazwałby nic innego tylko dom matki. Nic i nikt nie może udowodnić matce, że jest ciekawszy, ładniejszy, bardziej barwny świat ...

Nie tylko matka jest brzydka w tym opowiadaniu - brzydki jest język, brzydki w sensie doboru słów, wyrażeń - to jest słownictwo podwórkowe, słownictwo bez takiego zacięcia leksykalnego jaki można spotkać w póżniejszych opowiadaniach Marka Hłasko. Ktoś powiedział, że Marek Hłasko jest najbardziej znanym pismakiem wśród literatów - miałem takie wrażenie czytając niniejsze opowiadanie.

 

"Robotnicy" to kolejne opowiadanie: tytułowi robotnicy budują most. Robota dłuży się niemiłosiernie: ludzie chcą już zostawić ten most w spokoju i odejść na inną robotę. Jednak trzeba go wykończyć i oddać do użytku. Nie ma w tej pracy radości, jest monotonnia. Nawet wiadomości z kraju i ze świata docierają z opóżnieniem. Nie jest to zbyt komfortowa sytuacja zważywszy, że robotnicy są zdala od rodzin. Napięcie rośnie ...

Marek Hłasko kiedyś powiedział po przeczytaniu socjalistycznej powieści, że potrafi napisać o wiele lepszą i madrzejszą opowieść. Już tłumaczę: powieść socjalistyczna polegała na tym, że Autor takej powieści opiewał trud pracy, wynosił na szczyty "braterstwo" robotników z chłopami, pokazywał sens życia w znoju, w przełamywaniu barier życiowych. Marek Hłasko zaprotestował - jeśli można tak powiedzieć. Pointa opowiadania ma być realistyczna, nie podporządkowana socjalistycznym regułom literackim. Właśnie na tym polega mądrość Autora - pokazywać rzeczywiste dokonania człowieka.  Kto przeczyta do końca "Robotników",  ten zrozumie. Czy Marek Hłasko wygrał? Kto to wie...

 

"Okno" jest opowiadaniem o samotności. Główny bohater i narrator w jednej osobie oczekuje na wizytę, osoba gościa nie jest - jeżeli można tak powiedzieć - dokładnie sprecyzowana. Kobieta, mężczyzna - kto to wie? Brunet, szatynka, młoda, w średnim wieku? Kto przyjdzie - ten będzie przywitany z godnością. Bohater opowiadania jest zawiedziony - przez okno zajrzał  ... mały chłopiec z szablą w ręku. To ma być ten gość dawno oczekiwany? ...

Ten obrazek Marek Hłasko napisał sprawnie, pomysłowo: zaciekawia opis okna, podwórka, najbliższej ulicy - mini-świata narratora. Widać w tym opowiadaniu tęsknotę do ludzi, do rozmów, do kontaktu z krajobrazami, które znajdują się poza podwórkiem.

 

"List" to nowela opowiadająca - podobnie jak "Okno" - o samotności. I tu główny bohater oczekuje - ale nie gościa - tylko listu - jak łatwo się domyślić. List też może być uznany za pewnego rodzaju gościa. Ale kto ma napiszać do naszego bohatera? Tego nikt nie wie, nawet listonosz. Naiwne to myślenie, prawda? Że ktoś napisze do nas, nawet nieznajomy, nawet gdybyśmy nie podali swojego adresu ...  Odwiedza bohatera listonosz - choć w przepastnej torbie żaden list nie jest dlań  - listonoszowi po prostu żal zrobiło się człowieka, może pół litra jest pewnym rodzajem rekompensaty? A może kiedyś przynioszę panu "korespondencje" - pociesza za każdym razem ..

 

 

"Dwaj mężczyżni na drodze" to opowieść o ludziach poszukujcych pracy. Skąd idą - diabli wiedzą; są zmęczeni i bardzo zdegustowani brakiem jakichkolwiek perspektyw. Idą w stronę tartaku. Są silni i zdrowi - o czym świadczy przebyta droga. Gdy docierają na miejsce - stają się filozofami. Wdają się w rozmowę z gospodarzem tartaku ...

Piszę krótko o tym opowiadaniu - nie chce psuć czytania, mogę powiedzieć jedynie, że konkluzje do jakich dochodzą rozmówcy mogą stanowić dobry początek niejednej dyskusji filozoficznej o życiu. 

 

"Baza Sokołowska" - jest w Warszawie ulica Sokołowska. To tu Marek Hłasko umieścił bazę samochodową, miejsce pracy bohaterów opowiadania. Jednym z nich jest Michał Kosecki, student, rozpoczynający praktyki zawodowe. Nie będzie Michał dobrze wspominać tego okresu w swiom życiu. Starsi koledzy robią mu psikusy, majster - kto teraz używa słowa "majster"? - stoi jakby z boku tych wydarzeń, czasami tylko włączając się w "naukę" Koseckiego. Bardzo ostro i zdecydowanie. Michał nie wie co robić - poddać się  czy walczyć. Ale jak walczyć? ... Oto kanwa utworu. 

Amerykanie mają takie powiedzenie: "Od pucybuta do prezydenta". Pomyślałem o tej sentencji czytając "Bazę Sokołowską". Tylko prze chwilę. Na pozór Michał jest tym pucybutem. Marek Hłasko - trzeba to przypomnieć - pisał opowiadanie w realiach socjalizmu; socjalizm tępił wszystko co "amerykanske". Nie, Michał nie jest pucybutem. NIgdy nie miał ambicji zostania prezydentem. On stara się dorównać, tylko dorównać starszym kolegom. Takie są realia lat 50. w Polsce.

Utwór z "młodzieńczej półki" Marka Hłaski. Widać braki warsztatu pisarskiego, znać burzę mózgu Autora - nic dziwnego, Marek Hłasko w chwili pisania "Bazy" miał dwadzieścia lat!  Można jednak potraktować opowiadanie jako świadectwo dojrzewania; po cóż literaturoznawcy utworzyli pojęcie "juwenilia"? Aby przyjrzeć się drodze literackiej Autora. Cóż - początek pisarstwa Marka Hłasko był dość przeciętny. "Baza Sokołowska" aż iskrzy od słów, wyrażeń używanych powszechnie na podwórkach warszawskich. W literaturze to grzech, niedowartościowanie. Oczywiście - tych słów, wyrażeń nie może zabraknąć, lecz ich przesyt też jest nie dobry.

 

"Żołnierz" - randka z kobietą może wyglądać różnie, wszystko zależy od ... randkowiczów. Tym razem spotkali się żołnierz i jego znajoma "sprzed wojny". Żołnierz roztacza wizję bitwy, którą przeżył, kobieta łagodnie milczy. Żołnierz idzie dalej w swoich rozważaniach: stara się odpowiedzieć na pytanie co by było, gdyby nie było wojen. Kobieta nadal milczy. Żołnierz szturmem zdobywa twierdzę, którą jest serce kobiety; przynajmniej tak mu się zdaje ...

 

 

"Kancik" - Dziennikarz przybywa do zapomnianego przez ludzi i boga miasteczka. Co go tam przygnało? Sam nie wie tak do końca - ot tak przyjechał tutaj, do tych zle oświetlonych uliczek, przy których stoją koślawe budynki. A może zrobić w tym paskudnym miejscu coś "narmalnego", coś najzwyzajnego na świecie; ot, można pójść do fryzjera ...  Spotyka tam gadatliwego człowieka.

Polska Marka Hłaski jest mała, zacieśniona w kilku uliczkach, pozbawiona tęczy uczuć, ale czy jest szara, beznamiętna? Może szarość ma wiele odcieni, jak śnieg pod wpływem słońca lub czerń w poświacie księżyca. Ale gdzie można znależć słońce czy księżyc w takim miejscu, jak to? Oczywiście - jest to aluzja poetyczna, chodzi o styl życia, o sposób traktowania siebie i innych ludzi ...

 

"W samo południe" - opowiadanie ze słynnym westernem z Gary Cooperem w roli głównej nic nie ma wspólnego. Ma za to wiele wspólnego z szarością dnia codziennego,

monotonnią upływającego czasu. Oto na trawniku leży pijany człowiek, tuż nad nim zbierają się gapie, zaczynają dyskutować. Dyskusja jest bardzo ożywiona, pełna animuszu, a co najważniejsze - wielowątkowa.  No, tak - tylko dlaczego nikt z dyskutantów nie pomoże leżącemu? O co tu tak naprawde chodzi?

Brud, smród, pecyny życia - to zapamiętam z tego opowiadania, opowiadania, które dzieje się na warszawskiej Pradze, niedaleko ZOO ( a blisko obecnego Stadionu Narodowego), a które może toczyć się w każdym innym miejscu Warszawy, Polski - toczyć się jak kawałek gnoju na kanciastym chodniku pozbawionym uczucia ...

 

"Odlatujemy w niebo" - Tadeusz ma spotkać się z kobietą - po prostu randka czeka naszego bohatera. No, tak - tylko czy koledzy mu pozwolą. Koledzy mają swoje plany: iść na bańkę na zieloną trawkie. Tadeusz wymiguje się jak może - jednak ostatecznie daje sie namówić na "relaks". Tadka to mierzli, uwłacza,  jednak nie ma sił odmówić kolegom. "Na trawce" robi rachunek sumienia: nie może żyć bez kobiety, nie ma praw jej opuszczać. Co on tu robi - wsród trawy, flakonów wódy i beznamiętnie głupich facetów, którym tylko jedno w głowie?

I znowu Warszawa brudna, osmolona dymem kominów i pecynami "podwórkowego" życia warszawskiej Pragi Północ. Marek Hłasko własnie w takim klimacie się wychowywał - i taką Warszawę chce nam, Czytelnikom, przekazać. Jest to jedno z lepszych opowiadań pana H. Dość dobre opowiadanie - widać, że Autor nauczył się wiele od debiutu - język nie jest już tak martwy, nie jest tak wymuszony jak w początkowym okresie pisania.

 

"Pierwszy krok w chmurach" jest opowieścią  o nudzie. Czym mogą się zajmować dorośli mężczyzni w sobotnie popołudnie? Pan Geniek - malarz pokojowy z zawodu -  lubi patrzeć na życie. Innymi słowy: podglądać miłość. Pan Maliszewski - sąsiad pana Genia - ułatwia sytację. Właśnie na działkach, wi pan, panie Geniu jest draka. Chłopak i dziewczyna. Pan Geniek i pan Maliszewski bez żadnego skrępowania, bez żadnej żenady idą "obejrzeć" drakę. Po drodze spotykają  Henia, szwagra pana Maliszewskiego. 

Napiszałem, że jest to opowiadanie o nudzie. Owszem, o nudzie także; przede wszystkim jednak widać tu chamstwo, prymityzm zachowań. Ci trzej panowie, którzy lubią patrzeć na życie - nie czują się w żaden sposób zakłopatani, gdy widzą gołe uda ładnej dziewczyny. Są bezczelni, mówiąc krótko. Niewychowani.

"Pierwszy krok w chmurach" można nazwać obrazkiem, wizją  miasta. Smutną, acz prawdziwą wizją. Hłasko fenomenalnie przygląda się otaczającemu światu, nadając odpowiedni koloryt opowiadaniu.

To już dojrzała literatura. Zwracają uwagę krótkie zdania sugerujące Hemingwaya ( !)  w warstwie opisowej i dokładność językowa w warstwie dialogu. To przecież trzystronicowa rzecz, lecz zapadająca w pamięć.

 

"Śliczna dziewczyna" - na parkowej ławce siedzi para: ona prosi go o pieniądze na zabieg aborcji. Chłopak ociąga się z decyzją. Przechodzący obok ludzie mają swoje zdanie co do tych dwojga młodych ludzi - w swojej wyobrażni układają opowieści, w których główne role grają "ławkowicze". Tak naprawdę ważną sprawę w tych domysłach odgrywa uroda dziewczyny. Chłopak nadal się ociąga - dać pieniądze na zabieg czy nie dać. A może tylko połowę? ... Obok ławki przechodzą ludzie - i nikt nie domyśla się jaka rozmowa toczy się między młodymi. Są bowiem omamieni urodą dziewczyny, jakoś nie mogąc 

 

"Najświętsze słowa naszego życia" - obudzili się o świcie, mocno do siebie przytuleni. Rozpoczyna się swoista gra pozorów i domysłów - chłopak  ma wątpliwości czy to wszystko co się wydarzyło między nimi to nie sen. Dziewczyna proponuje aby kochanek podszedł do lustra - w lustrze jst odbicie nocy - sugeruje dziewczyna. Tak rozpoczyna się owa gra, o której wspomniałem ciut wyżej. Co ona - ta gra da dziewczynie? Mówi się że w seksie obowiązuje gra wstępna - czyżby była również gra po fakcie erotycznym? Można tą grę nazwać omamianiem. Omamiany jest chłopak - dziewczyna miała niejednego kochanka, a każdemu  z nich mówiła te same "słodkie słówka", te same frazesy. Co teraz - z taką, niewygodną wiedzą - ma zrobić chłopak?

 

"Lombard złudzeń" to ostatnie opowiadanie z omawianego tomiku. Historia miłosna - on pisarz, ona - zakochana w nim dzierlatka.Siedzą przy kawiarnianym stoliku. On coś przeżywa, ona chce mu pomóc. A może to było wyznanie miłości? Dziewczyna powtarza słowa ufności.  Pisarz nagle wychodzi z kawiarni. W czasie jego nieobecności do stolika przysiada się stosunkowo młoda, choć już zmęczona życiem kobieta. Okazuje się być żoną pisarza. Krok po kroku ujawnia dziewczynie, że piękne deklaracje są w istocie pustą formułką, którą mężczyzna powtarzał już wielu kobietom. Oszołomiona i odarta ze złudzeń dziewczyna wychodzi z lokalu i jakby nieświadomie idzie nad Wisłę. Nieopodal miejsca, w którym zdecydowała się przysiąść, siedzi mały chłopiec czytający książkę. Parę zdań, które z nim wymieniła doprowadzają dziewczynę do złości, nawet więcej - furii. I tu - dopiero tu - tak naprawdę zaczyna się  dramat dziewczyny - nie chce dopuszcić do siebie myśli, że ten "gówniarz" ma prawo mieć marzenia, prawo do decydowania o swoim losie ...

poniedziałek, 18 czerwca 2012, czytacz1967
dziękuję za przeczytanie wpisu Adam

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: