Blog > Komentarze do wpisu
"Trylogia" Henryka Sienkiewicza - część trzecia: "Pan Wołodyjowski"

 

I oto mam przed sobą trzecią, a zarazem ostatnią część Trylogii Henryka Sienkiewicza.

 „Pan Wołodyjowski” opowiada o tym fragmencie historii Polski, gdy po abdykacji Jana Kazimierza Wazy na tronie zasiadł Michał Korybut Wiśniowiecki. Polska była w tym czasie osłabiona dość nieszczęśliwymi rządami króla co znał pięć języków, a nic do powiedzenia w żadnych z nich. Za wszelką cenę chciał utrzymać się przy władzy. Bez względu na cenę i los Rzeczpospolitej.

Z kronik historycznych (między innymi Antoni Rolle, ale również Paweł Jasienica) dowiadujemy się o istnieniu rodu Wołodyjowskich. Oto ten „prawdziwy” mały rycerz tak naprawdę miał na imię Jerzy, nie Michał.  Ożenił się z trzykrotną rozwódką, Krystyną z Jeziorkowskich. Sam nie mając zbyt dużego majątku wżenił się w dość majętną rodzinę.  Żona posiadała dość duży majątek w Chreptiowie.  Jerzy został komendantem w tejże stanicy.  Bodajże to  Jan Sobieski jako hetman wielki koronny powierzył Jerzemu dość znaczne zadania na polu walki, a przecież Jerzy był kawalerzystą w chorągwi hetmana Sobieskiego. Obrona Kamieńca Podolskiego przed natarciem tureckim była jednym z największych zadań Jerzego Wołodyjowskiego. Jak się zakończyła owa obrona  - to wiemy z historii. Właśnie: powieści historyczne mają do to siebie, że znana jest pointa w większości przypadków.  Oczywiście – pod warunkiem, że Autor powieści wiernie oddaje pierwowzór historyczny. A tu – w „Panu Wołodyjowskim” na całe szczęście  mamy  z rzetelnym opisem zdarzeń - jeśli chodzi o zakończenie zmagań wojennych z Turcją.  Bo z innymi wątkami to jednak róznie bywa.

  Pan Sienkiewicz pewno zapiski historyczne  poznał ( czy Jerzy pisał pamiętniki?) i „skomponował” twórczo   z tych kronik postać pana Michała Wołodyjowskiego i  tudzież.  Wziął z „prawdziwych ” Wołodyjowskich dość dużo. Nie będzie raczej nadużyciem jeśli powiem, że – jak już pewno się domyśla Czytelnik – Henryk Sienkiewicz zmienił imiona głównych bohaterów. Jerzy to Michał, Krystyna to Basia. Wydaje się, że  sienkiewiczowska Basia jest dużo młodsza od swojego pierwowzoru, i z pewnością jest panną: pan Henryk S.  nazywa ją nawet – „ młoda panna”.

 Trzeba tutaj od razu zauważyć, że w dwóch poprzednich częściach Trylogii Michał owszem występuje , ma do odegrania pewną rolę, ale jako postać drugo, a nawet trzecioplanowa.  Dopiero w trzeciej części, w tym miejscu omawianej, staje się głównym bohaterem.  „Pan Wołodyjowski”  stała się   pieśnią  o Małym Rycerzu – jak zwą Wołodyjowskiego przyjaciele. Pieśnią o przejawie patriotyzmu dzisiaj mało spotykanym – takim do końca, do ostatniego tchnienia życia. Wiele wskazuje na to, iż Powstańcy Warszawy uczyli się miłowania ojczyzny właśnie  od pana Michała Wołodyjowskiego.

Po śmierci narzeczonej, Michał schronił się w kamedulskim  zakonie. „Kamedułom stał się” – powie pan Zagłoba, przyjaciel Michała. Ano, trzeba podjąć jakoweś kroki, aby uchronić małego rycerza od śmierci za murami klasztornymi. „Śmierć łatwiej spotkać na polu bitwy” – to następne zdanie pana Zagłoby, które bardzo dobrze oddaje filozofię tego bardzo inteligentnego, acz frywolnego czasami   szlachcica. Postanawia „odbić” Michałka z kamedulskiego klasztoru.  Łatwo mu poszło: zastosowany fortel zadziałał. Zagłoba wmówił Michałkowi, że jego najlepszy przyjaciel, Kettling jest umierający. Michał przestraszył się – Kettling to najlepszy przyjaciel. Postrzelony! W drodze z Żoliborza, gdzie klasztor Kamedułów ( wieś!)  do Mokotowa, gdzie dom Kettlinga ( wtedy osobna wieś!) pan Zagłoba stara się upić Wołodyjowskiego, aby niecnego afektu mały rycerz nie miał. Kettling udaje chorego, ale gdy zobaczył przyjaciela … ozdrowiał. Pan Michał oszołomiony nagłym ozdrowieniem kompana , musi przyjmować  … pana Sobieskiego, hetmana wielkiego. Sienkiewicz nie daje nudzić  się Czytelnikowi. Wciąż nowe wątki, nowi bohaterowie.  Pan Sobieski ( tylko skąd wiedział że Wołodyjowski będzie w Mokotowie? – pan Zagłoba?!) daje do zrozumienia że Mały Rycerz bardziej ojczyźnie jest potrzebny niźli zakonnikom.  Ten argument przekonuje Michała. Ostaję przy szabli – mówi.  Ta scena wydaje się być jeśli nie naciągana, to już na pewno

Kettling nagle musi wyjechać. Kurlandia go wzywa. Zostawia swój dom do dyspozycji Michała i pana Zagłoby. Za to  pojawia się pani Makowiecka – siostra Michała ( postać jako żywo autentyczna – wzięta z kronik historycznych) , a wraz z nią dwie śliczne panny -  Krzysia i Basia.

I tu zatrzymajmy opowieść o Małym Rycerzu,

 

Pod koniec trzeciego  artykułu, trzeciej części „Trylogii” – powinniśmy opracować powieści Sienkiewicza pod kątem merytorycznym …

„Ogniem i mieczem” jak i pozostałe części Trylogii zaliczamy do powieści historycznych. Autor niejako komentuje wydarzenia historyczne, jest jakby komentatorem wydarzeń. Opowiadający charakteryzuje się wszechwiedzą nie tylko odnośnie faktów historycznych, ale także i postaci. Jednocześnie narrator unika jednostronnych komentarzy, starając się zachować obiektywizm, stroni też od dydaktyzmu. Oczywiście Sienkiewicz nie jest historykiem.  Jak już wielokrotnie podkreślałem fikcja literacka splata się z wydarzeniami historycznymi , co jeszcze bardziej owe wydarzenia ubarwia. Spójrzmy za okno. Jakikolwiek poseł na Sejm  Rzeczpospolitej by zapukał do naszych drzwi (choćby w ramach kampanii regionalne jak ostatnio) – dzieci przyjdą ze szkół, a dorośli z pracy, mówiąc wytartym sloganem – a tu taka wizyta! Ubarwiająca nasze życie! Nasza rzeczywistość splata się z rzeczywistością ogółu, jeśli można tak powiedzieć. Podobnie jest u Sienkiewicza. Można by rzecz że Sienkiewiczowi wyszła taka zaplatanka historyczno-fakcyjna.

Pierwsza część Trylogii ma również  znamiona sagi rodzinnej. Sienkiewicz tłumaczy pochodzenie rodu Skrzetuskich – jakby trochę z przymusu, jakby

Mamy w „Ogniem i mieczem” wątek romansowy, dokładnie trójkąt miłosny, Jan- Helena-Bohun. Jest to klasyka, można powiedzieć zarzucając niejako Autorowi sięgnięcie po już sprawdzone literackie motywy. Z drugiej strony trzeba jednak powiedzieć iż z finezją jest to opisane. Oddajmy na chwilę głos innemu pozytywiście, Bolesławowi Prusowi. Pisał on: „Dzięki tym prześlicznym zdolnościom, zarzuca on na duszę czytelnika tyle haczyków, że wywikłać się z nich nie można. Widzisz, słyszysz, dotykasz, czujesz, a w końcu wierzysz. A jest tych wrażeń takie mnóstwo, że wydaje ci się, że on nie pisze, ale że gra pełnymi akordami, całą orkiestrą, albo że maluje wszystkimi barwami tęczy”[1]

  Trzeba tu również nadmienić o języku „Ogniem i mieczem”. Każda z postaci powieści mówi w specyficzny dla siebie sposób, dzięki czemu czytelnik po jednej wypowiedzi może odgadnąć, kto wymawia daną kwestię. Autor najwięcej serca włożył w oddanie mowy kozaczej, czego najlepszym przykładem jest specyficzna mieszanka językowa, jaką posługuje się Bohun. Z wielką finezją Sienkiewicz oddał także litewski zaśpiew w języku Podbipięty. Pisarz nie ograniczył się jedynie do stosowania przez bohaterów charakterystycznego słownictwa, ale także składni właściwej dla danej mowy narodowej. Autor nie dążył do tego, by dokładnie oddać mowę XVII-wiecznych Polaków, ale w artystyczny sposób zmodyfikował ją na tyle, by była zrozumiała dla współczesnego czytelnika, a jednocześnie wydawała się być autentyczna. 

„Potop” również jest powieścią historyczną – to aspekt zrozumiały i nie zatrzymujmy się przy nim. Ale „Potop” wydaje się być również jednocześnie i romansem i po części sagą rodzinną. Ale to nie wszystko. W „Potopie” mamy

·         mitologiczno-baśniowe -wychodzenie bohaterów z sytuacji pozornie bez wyjścia, zwycięstwo dobra nad złem czy zakończenie utworu baśniową formułką: „żyli długo i szczęśliwie” , a „pan Andrzej żył (…) długo w przykładnej zgodzie i miłości z Laudą”;

·         pierwiastki apokryficzne: znalazłem oto taki cytat: zbliży się (…) sąd mój i pozostawi państwo w utrapieniu i stanie się jako napisano: rozkosz sieją, a utrapienie i boleść odmierzą. Nie tylko nawiedzą to królestwo, ale miasta bohaterskie i możne, albowiem przywołano głodnego, który dostatki ich pożre (…) Panować będą głupi, a mędrcy i starcy nie podejmą głowy. Cześć i prawda upada, aż przyjdzie, który gniew mój przebłaga i który duszy swej nie oszczędzi dla miłości prawdy

·         elementy realistycznej powieści „dokumentalnej” – wierne opisanie obyczajów i stylu życia siedemnastowiecznej szlachty czy arystokracji, na przykład wygląd wnętrz zamku warszawskiego, teatru królewskiego, uczt i rycerskich turniejów, hulaszczych zabaw w dworach szlacheckich, bójek w karczmach: . „Tymczasem w sali marszałek dał znać, że czas do stołu siadać, i zaraz uczynił się ruch niezwyczajny. Hrabia Loewenhaupt, cały w koronkach, szedł naprzód pod rękę z księżną, której powłokę płaszcza niosło dwóch paziów prześlicznych; za nim baron Shitte prowadził panią Hlebowiczową,tuż szedł ksiądz biskup Parczewski z księdzem Białozorem, obaj jakby czymś zmartwieni i zasępieni. Książę Janusz, który w pochodzie ustępował pierwszeństwa gościom, ale za stołem brał obok księżnej miejsce najwyższe, wiódł panią Korfową, wojewodzinę wendeńską, bawiącą już od tygodnia w Kiejdanach. I tak sunął cały szereg par jako wąż stubarwny i rozwijał się, i mienił. Kmicic wiódł Oleńkę, która leciuchno wsparła ramię na jego ramieniu, on zaś spoglądał bokiem na jej delikatną twarz, szczęśliwy, jako pochodnia pałający, największy magnat między tymi magnatami, bo największego skarbu bliski. Tak idąc posuwisto przy dźwiękach kapeli weszli do sali jadalnej, która wyglądała jak cały gmach osobny”.

Zdaniem niżej podpisanego jest „Potop” najbardziej udaną powieścią, najpełniejszą i najbardziej opisową – dlatego też  najwięcej miejsca poświęcam tej części.

 Zajmijmy się teraz „Panem Wołodyjowskim” Utwór skonstruowany został na podobnej zasadzie, jak dwie pierwsze części cyklu. Schemat ten można uprościć do jednego zdania: dzielny wojak zostaje wrzucony w wir wojny, a broniąc ojczyzny musi zmagać się także z rozterkami sercowymi. Warto również zwrócić uwagę, że o ukochaną kobietę główny bohater zawsze musi konkurować z rywalem, przeciwko któremu toczy także bój na polu bitwy. Chociaż to ostatnie zdanie nie jest aż tak prawdziwe co do „Pana Wołodyjowskiego”. Otóż mamy tu czworobok raczej miłosny niźli trójkąt. I to jest chyba jedyna różnica w schemacie powieści, która charakteryzuje „Pana Wołodyjowskiego” od reszty Trylogii.

 Sienkiewicz tworząc styl narracyjny wzorował się na klasycznych dziełach epickich, lecz mimo tego czasem uciekał od programowej bezstronności, obiektywizmu i chłodnej relacji na rzecz przekazu subiektywnego, czym manifestował swoją narracyjno-autorską obecność. Jednocześnie Sienkiewicz autor starał się za wszelką cenę unikać natrętnych komentarzy dydaktycznych. Nie stawiał się na pozycji wszystkowiedzącego mędrca pouczającego czytelników. 

Narracja zastosowana w „Panu Wołodyjowskim”  wydaje się być bardziej odpowiednia dla powieści tradycyjnej, realistycznej, choć wyraźnie widać, że została ona dopasowana do wymogów powieści historycznej. Pozornie jest prosta i komunikatywna, lecz żeby to osiągnąć Sienkiewicz musiał stworzyć swoisty artystyczny wzór: odrzucić maksymalne uproszczenie, na rzecz wyboru najbardziej adekwatnego sposobu relacji zdarzeń w danym momencie.

------

Pod koniec „Pana Wołodyjowskiego” czytamy, iż cała Trylogia była pisana ku pokrzepieniu serc. Nie wiem czy to prawda czy legenda miejska, ale opowiadano niegdyś jak to warszawskie  damy dały na mszę za pułkownika Wołodyjowskiego. Ku pokrzepieniu serc. Swoich, swoich i następnych pokoleń.



środa, 27 sierpnia 2014, czytacz1967
dziękuję za przeczytanie wpisu Adam

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: