Blog > Komentarze do wpisu
Dwa obrazy, jedno Miasto

Marek Hłasko wychował się na Marymoncie. Stanisław Grzesiuk na ulicy Tatrzańskiej. To samo Miasto, tylko dwa rózne rejony tegoż. Dzieli je 37 kilometrów; tak obliczył system google maps. Czas akcji podobny. Lata przed II Wojną Światową.

Przyjrzyjmy się dwóm książkom. "Wilk" Marka Hłasko i "Boso, ale w ostrogach" Stanisława Grzesiuka.

Dwie rózne dzielnice tego samego Miasta, dwóch bohaterów.

"Boso, a jednak w ostrogach" pokazuje jednak podobny obraz jaki widzimy w "Wilku". Dwie robotnicze rodziny, dwie biedoty, dwóch młodych ludzi którzy chcą uciec w lepszy świat. Grzesiuk nienawidzi nowobagackich. Przypomnijmy słynną scenę na kortach tenisowych. Synowie fabrykantów grają w tenisa, pusząc się przy tym niemiłosiernie. Stasio patrzy na nich krytycznie i bez jakiejkolwiek emfazy. Aż się nóż otwiera w kieszeni. Ta "kosa" z powiedzenia staje się realną bronią Grzesiuka w czasie wieczornych wycieczek w głąb Czerniakowa. Bo Stasio chce mieć pieniądze. Synowie fabrykantów mają, to i on też będzie miał. To nic, że w nielegarny sposób. Bohater "Wilka" widzi coś innego, makabrycznego z punktu widzenia lat dziesiątych dwudziestego pierwszego wieku. Nory wykopane w ziemi w których mieszkają ludzie. Nie podoba się taki widok Lewandowskiemu, jest okrutny nawet dla człowieka zyjącego na przedmieściach Miasta. Bo wiadomo, że przedmieścia są mniej oświetlone niż Marszałkowska czy Nowy Świat. Mniej widoczne. Ale że aż w norach? Być może nawet sam prezydent Starzyński o takich "mieszkaniach" nic nie wiedział. Znajomym Lewandowskiego jest złodziej. Bohater "Wilka" wpatrzony jest w niego i bezkrytycznie słucha opowieści, które tamten snuje jako wizję lepszego jutra. I również chce zostać złodziejem. Aby nie mieszkać w norach pod ziemią.

Rodziny obu młodych ludzi są podobne. Ojcowie piją, matki prowadzą dom. Chłopcy wolą wagarować niżli uczyć się. Zwiedzają przy tym dzielnice, w których mieszkają.
Ulica Potocka jest wąskim przejściem między Juliusza Słowackiego a Gwiazdzistą. W czasach Lewandowskiego był to plac budowy. Postawiono nowe, murowane budynki na miejsce starych chałup ze słomianymi dachami. Mogła tak oto wyglądać: "Uliczka była brudna. Uliczka przycupnięta drewnianymi, zapadłymi koślawo w ziemię domkami jak wszystkie inne ulice Marymontu: piaszczyste i krzywe, krzywe – jakby je ktoś pijanymi wyznaczał krokami.
Pasowały jednak te płotki i do krzywej latarni na rogu, i do ciemnego sklepu z piwem i warzywami. Schodziło się doń po wygryzionych, skrzypiących schodkach, piszczały drzwi, jęczał przeciągle dzwonek i gruba sklepiczarka Masołowska podnosiła znad kontuaru wyblakłe, senne oczy."
Ulica Tatrzańska to kocie łby, brak kanalizacji, szambiarski smród. " W tamtych czasach nie było na niej bruku, chodników i latarni, a w domach światła i wody. Po wodę trzeba było chodzić na inną ulicę, płacąc jeden grosz za wiadro. Był też jeden woziwoda, który rozwoził wodę w dużej, specjalnie do tego zrobionej beczce, krzycząc na ulicy i w podwórzach: "Woda - woda - woda!" U niego wiadro wody kosztowało pięć groszy. Ulica otrzymała bruk i oświetlenie wcześniej, lecz w naszym domu dopiero na wiosnę 1939 roku założono na korytarzach światło i wodę. Do tego czasu trzeba było, jak mówiłem, wiadrem przynosić wodę i wiadrem wynosić brudną do zlewu na podwórzu, a z podwórza dopiero rynsztokiem spływała ona do ulicznego ścieku. Światło elektryczne w mieszkaniu miał tylko właściciel sklepu, który przeciągnął linię bezpośrednio z ulicy, ja zaś w 1938 roku przeciągnąłem od niego linię do swego mieszkania. Dom był czteropiętrowy i mieszkało w nim czterdziestu pięciu lokatorów - nie licząc sublokatorów" - tak opisuje Tatrzańską Grzesiuk.

Owe krajobrazy nie wyglądają dumnie. Za to świat kina jest cudny i bardzo wymagający. Lewandowski najbardziej lubi filmy z udziałem amerykańskiego aktora, Mayranda. To drugo, nawet trzeciorzędne filmy o Dzikim Zachodzie. Lewandowski jednak widzi w nich jednak odtrutkę na świat, w którym przyszło mu żyć. Grzesiuk co prawda wspomina co prawda o wypadach do kina, lecz nie mówi o konkretnym filmie. Za to opowiada o lekturach. Karol May, Max Brad, Baxter, Romański, Marczyński. Westerny i kryminały. Dodajmy powieści historyczno-sensacyjne Zevaco i Dumasa. Nie są to pozycje zbyt wymagające; ale zapewne Stasiowi się podobały. On tez odczuwał jakowyś deficyt przygody, szaleństwa. Sam o tym pisze: "Moimi ulubionymi bohaterami z książek byli ludzie, których cechowała szaleńcza odwaga i ryzykanctwo, obrońcy słabych i uciśnionych, a bojowi wobec ludzi złych. W postępowaniu swoim starałem się naśladować takich właśnie bohaterów. Cieszyłem się, gdy raz udało mi się wywalić okno w płonącym drewnianym budynku i zanim nadbiegli inni, wyniosłem dwoje małych dzieci oraz wyrzuciłem na podwórze wszystkie ubrania z szafy.Byłem wszędzie tam, gdzie groziło jakieś niebezpieczeństwo, i musiałem zawsze należeć do tych, którzy ostatni wycofują się z niebezpiecznej sytuacji". Świat kina i książek jest bardzo ostry, rozkazujący, tak napisałem. Czyli pobudza do działania. Chłopcy chcą cośkolwiek uczynić, aby wyrwać się z pecyn dzielnic, w których dane było im się urodzić i wychować.

Tylko czy droga którą wybrali naprawdę pozwoliła wyrwać się im na niepodległość? Oczywiście - nie. Widzę tylko pozory takowego wyzwolenia. Bo cóż to za oswobodzenie z piętna biedoty, gdy zostało się złodziejem? Chłopcy chcieli oddalić się od ścieków, a przecież, można tak powiedzieć, wpadli w nie aż po uszy. W pewnym momencie Lewandowski mówi: "Chcę mieć pieniądze". Ojciec przepijał pensję, chłopak musiał sobie radzić sam. Na wybór drogi życiowej - został profesjonalnym złodziejem - miał wpływ znajomy. Stasio Grzesiuk raczej się nie zastanawiał nad wyborem zawodu. Wokół niego sami złodzieje, to kimże on miał zostać? Wiem, to uproszczone myślenie. To, że ktoś mieszka w gnojowisku, nie musi od razu zostać gnojem. Wszystko zależy od osobowości. Od przekonań, od temperamentu, od tego wszystkiego co kształtuje człowieka.

Dlatego też uważam zakończenie "Wilka" za zbyt literackie. Narzucanie jakiejkolwiek woli przez osoby trzecie, a tym bardziej przez jakąkolwiek organizacje - w tym wypadku: egzekutywę partyjną PZPR - wydaje się zbyt naciąganym wątkiem. Pointa "Boso, ale w ostrogach" jest naturalna, bez kłopotu możemy ją przyjąc.

No, ale powieść Grzesiuka to autobiografia, a "Wilk" Hłasko to jednak kreacja literacka. Powieść, w której Autor chciał uformować sytuację, gdzie do głosu dochodzi socrealizm. Aby udowodnić tezę, którą sam wypowiedział. Po przeczytaniu jakiejś powieści chwalącej socjalizm miał powiedzieć: "Ja też tak poprawię". Owszem, potrafił pisać, i to widać w "Wilku". Tylko z jedną, bardzo ważną uwagą. Jeżeli "Wilk" miał być poematem soclealizmu, to odpowiedni wątek powinien pojawić się ciutkę wcześniej ... A tak to wygląda na naginanie prawdy. Pointa jest wymyślona, i to dosłownie, jak i w przenośni.

"Boso, ale w ostrogach" jest przez to co już powiedziałem, bardziej wiarygodną relacją. Ale to - przypomnijmy, autobiografia. Bez naginania rzeczywistości.

poniedziałek, 15 maja 2017, czytacz1967
dziękuję za przeczytanie wpisu Adam

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: