Blog > Komentarze do wpisu
Adama czytataczki czyli pomagam czytać i tylko pomagam

Adama czytaczki czyli Pomagam czytać i tylko pomagam

No i przyniosłem nowy temat do naszej rubryki, Panie Redaktorze. Sen taki miałem, sen którym można się posłużyć, aby opisać moją obecną sytuację. W barze rzecz się dzieje, w słowiańskim barze. Przy ulicy Marszałkowskiej.
Z gorącym talerzem stoję przy kontuarze słowiańskiego baru, uśmiecham się do kasjerki. Kasjerka odlicza resztę, ja odmierzam sekundy. Czyli ten czas, który pozostał mi do konsumpcji. I pewno stąd uśmiech od ucha do ucha. Bom głodny, jak jasny aniołek na przypiecku. A może mam inny powód, aby szczerzyć zęby do ludzi? Sam nie wiem ... W następnej scenie jednak pozytywny wyraz twarzy znika. Pojawia się skupienie i majestat. Następna scena przedstawia Niżej Podpisanego jedzącego zapewne pierogi. Mara nie jest zbyt wyrazna, kilku elementów projekcji trzeba się domyślać. Zoom niechybnie zle został ustawiony. Dlatego tylko domniemywam pierogów z truskawkami na talerzu. Ale tak mam, Panie Redaktorze, nic na to nie poradzę. Kiedy myślę o barze, widzę na talerzu pierogi. Serowe, polane truskowkowym sosem. Stąd owa charakterystyka baru, że - "słowiański". Takie jest moje wyobrażenie ( po pięćdziesięciu latach od narodzin) kuchni słowiańskiej. Czyli tak naprawdę polskiej. Może jeszcze naleśniki bym zaliczył do polskiej kuchni. Ale też z truskawkami. Żaden kebab czy Mcdonald. Wrócę jeszcze w wyżej wymienione kulinarne rejony.
Powracam do snu. Gdy połknąłem ostatni kęs pierogo-naleśników ( nie będę wybrzydzać skoro to tylko sen) podeszła do stolika, przy którym siedziałem, jakowaś dama. Powiedziałem "pewna" bo nie znam jej imienia ni nazwiska; a nazwałem damą z powodu podobieństwa. Miałem przed sobą sobowtór Krystyny Jandy. A panią Jandę uważam za damę. Niech Pan, Panie Redaktorze, nie pyta czemu tak sądzę. Wiadomo. "Za jej Poli Raksy twarz" śpiewał niegdyś Grzegorz Markowski. No widzi Pan, łaskawy mój Wydawco- nie tylko ja mam sny z dublerkami znanych aktorek. Bogdan Olewicz także.
- Czy mogłabym prosić o pomoc? - usłyszałem. Dama z twarzą Krystyny Jandy trzymała przed sobą puszkę; wyrazny sygnał. - Wspomoże pan?

I właśnie to pytanie ( a wcześniej cała sytuacja) zainspirowały mię do napisania niniejszego felietoniku. W listopadzie 2010 roku założyłem bloga o tematyce literackiej. Przeogromny zbiór książek znajdujący się w moim pokoju pobudzał wyobrażnię. Przez pierwsze tygodnie pisałem dla siebie czyli uczyłem się komponowania zdań. Przez kolejne miesiące słuchałem z wielką uwagą i nadzieją uwag Kumpla i Kumpeli. Czyli wzbogacałem warsztat artystyczny. Dziękuję Wam. "Pisz, pisz, pisz"; "Piszesz coraz lepiej", "O, ten akapit to majstersztyk". Tak mi mówiliście/pisaliście. Dziękuję. Serdecznie.
W latach 2012 - 2015 zauważyłem zainteresowanie młodych ludzi kolejnymi moimi felietonikami. Znacznie powiększyła się liczba czytelników. Wyglądało to tak, jakby przez tak zwaną pocztę pantoflową ( czyli facebooka?) Miłośnicy Książek przekazywali wiadomość o "Czytaczkach Adama". Stali Czytelnicy doskonale znają nazwę mojego bloga, chociaż w tym miejscu powinienem coś przypomnieć. W pewnym momencie zmieniłem nazwę bloga. Od listopada 2010 do lutego 2015 blog nazywał się "Przeczytałem". Blogów o takim tytule jednak jest masa, i niczym się nie wyróżniają. A takie "Czytaczki Adama" to nowatorska propozycja. Chodzi zwłaszcza o użycie słowa "czytaczki". Nie wiem czy owo wyrażenie występuje w "Słowniku języka Polskiego PWN", ale bardzo odpowiada idei, która przyświeca mi od listopada 2010. Zapoznawać Czytelników z książkami, które czytam. Aby przekazywać wiedzę. Aby nie być sam na sam ze swoimi pomysłami. Aby wspomóc. Aby wrzucić do puszki kilkorgu ludziom parę złotych wiedzy.

Piszę. Pisarz. Pisaczki. Czytam, Czytelnik, Czytaczki. Słucham, Słuchacz, Słuczaczki. Taka była droga do utworzenia bloga. Pewnego dnia usiadłem na przeciwko biblioteczki domowej, wyjąłem pierwszą książkę z brzegu i zacząłem się zastanawiać co bym napisał o niej. Myślałem również o formie przekazu. Od dzieciństwa uwielbiam formy krótkie: nowele, opowiadania, felietony. Tak, i w pisaniu stosuje lapidarne kompozycje. Najkrótszym ( według mnie) układem zdań jest wiersz haiku. Ale mówię to na marginesie, choć nie poza boiskiem tematu. Przedmiot haiku jest bardzo ważny, i z pewnością wrócę do niego wkrótce. Ale już w innym felietoniku. W prozie takowa forma haiku również istnieje. Tylko jest ciut, ciut dłuższa, no i inaczej zapisujemy ją. Znamy ją od dzieciństwa. Oto streszczenie. Ale czy haiku poetyckie nie jest streszczeniem chwili, przebłysku? Zastanawiam się nad tą propozycją w tej sekundzie. Powrócę do tematu? Niechybnie.

A zatem streszczenie. Jak myślicie, Drodzy Czytelnicy, łatwiej zrobić resume "Nędzników" czy jakiekokolwiek zbiorku opowiadań? Zacząłem prowadzić blog od opracowywania tych drugich. Nie wiedziałem czy moje myśli szły w dobrym kierunku, ale czy nie warto spróbować najpierw z krótkimi formami, aby przejść do dłuższych? Po siedmiu latach pracy już wiem - warto było tak rozpocząc pisanie bloga. Ucząc się pisać recenzje krótkich układów słów, jednocześnie wprawiałem się, oswajałem się można wręcz powiedzieć z strukturą samej recenzji. Składać się ona powinna przynajmniej z czterech części. Rozpoczęcie, rozwinięcie, zakończenie. Tak mnie uczono w Liceum Ogólnokształcącym im. Kostki Potockiego na warszawskim Wilananowie. Z pełnym szacunkiem dla moich nauczycieli, ale ja bym dodał czwartą rzecz.

Oto połączenie. Między książkami, motywami czy choćby bohaterami. Ale nic nie na siłę. Trudno zbudować most skojarzeń między "Próchnem" Wacława Berenta a Wacławem Milczkiem, bohaterem "Zemsty". Oprócz imienia nic tych panów nie łączy. No, narodowość mogę dorzucić. Ale na tym koniec. Kto zna, ten z pewnością przytaknie. Ci Czytelnicy którzy nie czytali obu rzeczy, niech uwierzą na słowo. W "Zemście" jednak jest motyw, który łączy komedię hrabiego Aleksandra z innym klasykiem, a jest to "Pan Tadeusz". To motyw muru. Motyw kłótni sąsiedzkiej. A te dwa wyżej wymienione tytuły skojarzyłem z trylogią Andrzeja Mularczyka "Sami swoi"; oczywiście w wersji książkowej. A takowa istnieje. Nie chce w tym miejscu analizować tego tematu; felietonik o czym innym rozprawia. Tu tylko chcę zasygnalizować, że takowe połączenia w moich rozważaniach o literaturze są możliwe. Wypłyńmy na przestwór oceanu. Oceanu zgłębiania wiedzy. Nie bójmy się nowych wyzwań.

W listopadzie 2010 myślałem, że "Przeczytałem"/"Czytaczki Adama" przetrwa rok, półtora. To znaczy ja przetrwam z blogiem. A on ze mną. Ale istniejemy ( współistniejemy) już siódmy rok, i nie widać końca. Dzięki uwagom i wsparciu Kumpla i Kumpeli. Były one i merytoryczne, i dodawały otuchy. "Pisz, pisz, pisz", ciągle słyszałem. Nie sądziłem również że liczba Czytelników wzrośnie tak kapitalnie. W poprzednim akapicie przemyśliwałem proces, dzięki któremu blog mój jest czytany przez tysiąc internautów miesięcznie. Ale to jedna z kilku dróg. Ta komunikacja facebookowa. Istnieją przecież i inne sposoby aby dowiedzieć o jakimkolwiek wydarzeniu internetowym. Bezpośrednia i też pantoflowa. Bez udziału sieci. Na przykład w klasie, na podwórku. Ale ja jestem optymista i marzyciel jednocześnie, prawda? Bo marzy mi się że młodzi ludzie czytają, czytają, czytają. Przekazują sobie wieści o blogach literackich między jedną a drugą lekcją. Z przyjemnością. No, oczywiście, że w poprzednich zdaniach widać przesadę. Nie sądzę ( realnie) aby wszyscy gimnazjaliści i licealiści omawiali na przerwach lekcyjnych lektury, o których przeczytali na "Czytaczkach Adama". I pewności brak, że w ogóle znają "Czytaczki". Ale statystyki nie kłamią. Dwa tysiące wejść tygodniowo. A być może to nie młodzi, tylko w moim wieku ( 49 lat) buszują między regałami wpisów? Aby wspomnieć tę czy tamtą książkę? Nie można tego ukryć: Adama czytaczki to w 90 procentach raczej już klasyczne pozycje. Sienkiewicz, Prus, Orzeszkowa, Dostojewski, Czechow, Hugo czy Parandowski ( aby wymienić te najważniejsze) nie są przecież najbardziej pożądanymi lekturami młodych ludzi. Są/Były to lektury szkolne z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku; a wiadomo jakie jest nastawienie młodzieży do rzeczy narzuconych. "Wolę przeczytać streszczenie, no wręcz bryka, niż 1000 stron "Lalki", "Dobre streszczenie to połowa książki", "Gdybym miał/a takiego nauczyciela jak pan byłoby gitowo" - takie wpisy znajduję na moim blogu. Z jednej strony - satysfakcja. Że komuś pomogłem. Chociaż z drugiej strony pojawia się refleksja. Nie o taką pomoc chodzi.

Już tłumaczę. Nie mam wykształcenia polonistycznego, tylko czytanie, a pózniej opracowywanie książek stało się moją pasją. Jakieś dziesięć lat temu. Zacząłem czytać książkę po książce. Tak dziesięć miesięcznie. Tylko narzędzia do zapisywania odczuć brakowało. Ale i ono niebawem się znalazło. Pierwszy komputer podłączony do netu. Net wciągnął, dawał wiele możliwości. Pewnego dnia usiadłem na tapczanie, przede mną ogrom książek. Wyciągnąłem Ale to już mówiłem w innym akapicie. Tu ciąg dalszy dopiszę. Podstawową ideą która przyświeca mi od dnia powstania bloga jest POMOC. Jak we śnie z twarzą Krystyny Jandy. Ze względu na brak wykształcenia polonistycznego ( a może właśnie dlatego) opracowania na "Czytaczkach Adama" są moimi, subiektywwnymi odczuciami z lektur. To prawda, bardzo często pokrywają się one z analizami profesjonalistów, ale są momenty, gdy moje myśli idą w innym, nowym (?) kierunku. "Mały Książę" rozpoczyna się dwa razy. Drugi raz rozpoczyna się, gdy Narrator jest już dorosły. SAM POCZĄTEK to wejście w powieść. Gdyż dorośli byli dziećmi, tylko że nie wszyscy o tym pamiętają. Zastanawiając się nad prozą Marka Hłasko, doszedłem do wniosku że jest ona nie tylko socrealistyczna, ale - niekiedy - realistyczna. Chodzi mi o opowiadanie "Trudna wiosna". Oto chłopak chce się rozstać ze swoją miłością. Przewodniczący komórki PZPR przemyśliwa jak pomóc młodzieńczowi. Alkoholikowi Kubie Kowalskiemu oprócz Krystyny, jego dziewczyny, nikt nie chciał pomóc. Albo inaczej: "Pętla" opisuje prawdziwą rzeczywistość, a "Trudna wiosna" realność socjalistyczną, pod zamówienie. Nie znalazłem takiego wyjaśnienia w opracowaniach literackich. No, chyba że nie jestem zbytnio oczytany ...
A taka możliwa jest możliwość ... Tak czy inaczej: na "Czytaczkach Adama" możecie się spodziewać nietuzinkowych relacji z czytania książek. I proszę to brać pod uwagę przepisując (bez)namiętnie moje słowa do waszych zeszytów. Biorę taką ewentualność pod uwagę. Ale czy nauczyciele uwzględniają możliwość ściągania myśli z blogów takich jak mój bezpośrednio do kajecików? Powinni.

A propos oczytania. Te dwa tysiące wejść tygodniowo to młodzież - z wpisów pod felietnikami tak wynika. Są jednak też wiadomości od dorosłych, którzy chcą przeżyć jeszcze raz daną książkę. Z tymi Czytelnikami nie mam żadnego kłopotu. Kto komu zabroni przeczytać po raz czwarty "Krzyżaków"? A drugi "Lalkę"? Nikt. Być może są wsród takich Czytelników i nauczyciele. Nie jest to wykluczone. A wręcz możliwe.

I tu może być sprawdzian właśnie dla dydaktyków szkolnych. Możecie Drodzy Państwo zaanonsować "Czytaczki Adama", pamiętając o tym co mówiłem w poprzednich akapitach. O samodzielności Autora w opisywaniu kolejnych pozycji. Bez uwzględniania szkolnych wymagań czy jak to się nazywa. Wiem, że niektórzy poloniści mają notatki porobione w zeszytach, i ( nudnie) dyktują kolejne punkty. Brrrr, takich nauczycieli omijam z daleka.

Niedawno zauważyłem na youtubie kanały literackie. Tam dopiero samowolka się dzieje! W doborze tematów czyli tagów, wyodrębniania tematów, w sposobie interpretowania, przesyłania filmików. I bardzo dobrze!!! Wyjdzmy ze stywności ław szkolnych, rozwińmy skrzydła wyobrazni. Robią to literaccy youtuberzy. Nie mam od nich upoważnienia , zatem nie podam nazw poszczególnych kanałów. Ale trzeba zaznaczyć że są to przeważnie ludzi młodzi - do wieku studenckiego; chociaż nie tylko. Są i w moim wieku, a może i ciut starsze. Kanałów literackich jest sporo, jest w czym wybierać. W językach obcobrzmiących ( jakby powiedział pan Walery Wątróbka, alter ego Stanisława Wiecheckiego) również coś znajdziemy. Do koloru, do wyboru.

Od niedawna ( pierwszy wpis 29 marca 2017) zamieszczam na swoim profilu facebookowym krótkie opracowania książek,których z braku czasu ( aha, haha, kto uwierzy) nie opracowałem do tej pory na blogu. Nie jest wykluczone że - w jakiejś formie - pojawią się na "Czytaczkach Adama". Na fb także możecie obejrzeć okładki do książek, przejrzeć wydarzenia kulturalne, zapoznać się z niedawnymi a ogólnorozwojowymi epizodami w naszym życiu. Chociaż i tu subiektywizm jest widoczny. Inaczej być nie może. Autorem mojego konta na fb jest ten sam człowiek, który założył "Czytaczki Adama". A subiektywizm - można tak powiedzieć - jest domeną Adama Miksa. Tak, to ja - Adam Miks. Taki mam nick na fb, jednocześnie tak się nazywam.

Witam, Drodzy Czytelnicy. Mam 49 lat, mieszkam w Warszawie. Oprócz literaturą interesuję się historią Stolicy Polski. Z okna mam widok na osiedle mieszkaniowe z lat siedemdziesiątych. Budząc się rano, najpierw widzę regał z książkami, a dopiero potem okno i dzień za nim. A tam czasami plama słoneczna, rondo kapelusza, wołanie na obiad powielokroć. Zabawy dzieci. Spiew ptaków, gałęzie bzu. Samo życie, osiedlowe. Sen z pierwszego akapitu przypomniał mi o ... kebabie. Na rogu dwóch głównych ulic mego osiedla można zjeść właśnie tę potrawę kojarzoną z Turcją i innymi krajami muzułmańskimi. Orhan Pamul jest bodaj jedynym tureckim pisarzem, którego znam z lektury. O, przepraszam. W ostatniej chwili przypomniał mi się skromny wybór opowiadań z tamtego rejonu świata. "Ziemia smutnej pomarańczy" daje znikomy, acz bardzo uczciwy obraz państw znad Zatoki Perskiej. Pierwsze i jedyne to literackie skojarzenie z kebabem.

W jednym z budynków osiedla, z którego piszę do Pana, Panie Redaktorze, znajdziemy bibliotekę. Zamiast lokalu mieszkaniowego - półki z książkami. W innym miejscu blokowiska można kupić powieści w księgarni; niedawno w drugim krańcu ( już prawie na rożku) kolonii mieszkaniowej spostrzegłem księgarnię, ale wysyłkową. Ciekawy jestem jak to jest: dostać pocztą książkę którą tak naprawdę można kupić samodzielnie? Ale czy warto? Wystarczy przejść przez ulicę. Wystarczy wejść do księgarni. Kupić książkę. Zacząć czytać.

Kobieta z twarzą Krystyny Jandy ma rację ( chociaż to tylko sen): słowo "wystarczy" ma sens ... Tak, to niewielki wysiłek pomagać. I gdyby nie to że był to miraż ( ale tylko nocny) naprawdę bym wrzucił parę groszy do jej puszki. Ale wiecie co. Wolę słowa Wam dawać, przekazywać wiedzę. Wiedza zostanie, pieniądze szybko znikają z konta. Jak to powiedziała Marilyn Monroe? "Pieniądze nie dają radości. Dopiero zakupy". I te książkowe - także, dodam od siebie. Spójrzcie na miny youtuberów, radosne i bezapelacyjnie szczęśliwe*.

I jeszcze od siebie dodam ... wiele ciekawych i niezapomnianych wrażeń książkowych.

I tak oto Panie Redaktorze, dobrnąłem do końca felietoniku. Starałem się opisać obecną sytuację "Czytaczek Adama". I trochę swojej własnej jako Autora tychże. Siedem lat minie pod koniec tego roku od chwili powstania blogu. Siedem wspaniałych lat; lat z wyobraznią i przestrzenią nie do opisania. Jeszcze raz dziękuję Ci Kumpelo i Tobie też Kumplu dzięki. Bez Was ... ech ...


Z ostatniej chwili - dostałem pozwolenie od Książkowego Frika, Krótkiej Przerwy, Czytam i piszę, Book z Tobą, Tu czy Tam,na publikację nazw ich kanałów youtube.

piątek, 30 czerwca 2017, czytacz1967
dziękuję za przeczytanie wpisu Adam

Polecane wpisy

  • Dwa obrazy, jedno Miasto

    Marek Hłasko wychował się na Marymoncie. Stanisław Grzesiuk na ulicy Tatrzańskiej. To samo Miasto, tylko dwa rózne rejony tegoż. Dzieli je 37 kilometrów; tak ob

  • Joe Alex czyli pseudonimy z literatury mojej młodości

    Bolesław Prus to tak naprawdę Aleksander Głowacki. Prus to  rodowy herb rodzinny. Wiliam Wharton postąpił podobnie. Został przy rodzinie – tak powied

  • Nuda to ja czyli pani Bovary na wsi

    Nuda to ja, a ja nazywam się Emma Bovary. Obeznany Czytelnik w światowym dziedzictwie literatury może poznać w tym zdaniu pewną analogię do innego, bardziej zna

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: