Blog > Komentarze do wpisu
Przedmioty w życiu człowieka czyli smutek i radość przesłonięta smutkiem

Przez całe życie człowiek otacza się przedmiotami. To oczywista rzecz, nie ma co udawadniać tezy. Od narodzin, aż do śmierci. Kołyska jest pierwszym przedmiotem, trumna - ostatnim. Podobieństwo kształtu obu ruchomości, jest raczej nieprzypadkowa. Z jednym wyjątkiem: trumna jest oczywistym zamknięciem; kołyska nie ma wieka, jest przedmiotem otwartym. Ku życiu.

Gdy człowiek z ułomności starczej pochyla się nad ziemią jak wieża w Pizie lub pióro nad kartką papieru, tych przedmiotów wokół niego jest na tyle dużo, że nie sposób ich nie dostrzeć. Bo dużo ich, bo duże mają rozmiary. Ale nie tylko. Mogą być owe rzeczy małe, niskie, zaledwie co widoczne, jakby zza drzwi szafy fragmencikiem coś wychynęło. A jednak ważne, mające cenę sentymentalną. Nie waga, nie rozmiar ważny.

Nasz bohater ani nowonarodzony bobas, ani nieboszczyk, już raczej ten trzeci. Człowiek znający smak życia, chociaż jeszcze nie wszystek miód ze słoika zjedzony. Lubi otaczać się przedmiotami. Zarówno tymi które kupił dla siebie, ale również i tymi, które odkupił od innych ludzi. Jest sentymentalnym człowiekiem. Bo cóż może powodować człowiekiem, aby zatrzymać dramat piszany na lekcjach łaciny? Tylko sentyment. Nigdy go nie wyda drukiem; bo za słaby na publikacje, a może zbyt osobisty, zbyt oryginalny. Tylko sentyment pozostał, sentyment. I smutek.

I smutek powodowany tym, że nie ma powrotu do młodych lat, szkolnych ław. Przemijanie. Pytanie: "cóż pozostało?". Z pewnością można usłyszeć w głosie smutek. Smutek, bo coś się skończyło. Bo to coś nie wróci. Bo nagle się to coś przypomniało jako mara, zmora jakowaś. "Ach, jaki ja skłonny do płaczliwości", mógłby powiedzieć starszy pan. Trzeba jednak zrozumieć człowieka."Człowiek miewa w życiu takie chwile, że lubi otaczać się przedmiotami, które przypominają smutek". Człowiek, gdy jest sam, kawalerem jest, wraca do przeszłości. Nie widzi przyszłości, bo przedmioty mówią o minionych latach. I to też jest smutne. Bo "są dni/gdy z nieba kapie deszcz/ nie mówię wtedy nic/telefon milczy też", a my jesteśmy coraz smutni, coraz bardziej schowani w sobie ... Przypomina się pewna opowieść, gdzie rolę główną odgrywa pewien przedmiot.

W poprzednim akapicie schowałem dwa cytaty. Pierwszy z nich pochodzi z "Kamizelki" Bolesława Prusa. Nasz znajomy jest narratorem noweli. I ma osobowość wszystkowiedzącego drona z aparatem podsłuchowym. W literaturze to dopuszczalny krok: zbogaca opowieść. Od Biblii zaczynając - Autor powinien być wszech. Oczywiście współautorzy Pisma Świętego mieli Natchnienie, Głównego Autora. Autorzy pozabiblijni mają tak zwaną wenę. Ale to już coś innego.

Przepraszam za ten wtręt, bardzo ważny oczywiście, ale trzymajmy się głównej ścieżki. Wszechwiedzący narrator opowiada historię pewnej kamizelki. Bo starszy pan wyszukuje również eksponaty przeszłości należące do sąsiadów. Kamizelkę, na przykład. Bardzo zniszczoną, po wielokroć zniszczoną. Widać to jak na dłoni. Widać że właściciel chudł, bardzo szybko i bezwarunkowo. Potem umarł; został po nim ślad oszustwa: sprzączka zdradza szalbierstwo. Nazywa się to miłością bezwarunkową; wszystko to, aby żona nie domyśliła się, że mąż chudnie, że blisko śmierć.

A Narrator jest smutny smutkiem innych. Sentymentalny, starszy pan. Być może alter ego samego Bolesława Prusa. Ma bródkę i stuka laską o warszawski bruk. Pewno przechadza się pomiędzy Kopernikiem a Mickiewiczem, i snuje myśli. Takie jak te wyżej napisane. Gdy wróci do domu zapisze je w Pamiętniku. Drugi cytat z czwartego akapitu to fragment piosenki z repertuaru Ulszuli Sipińskiej, napisanej co prawda ponad sto lat po Prusie, ale jak najbardziej pasujący do naszego felietoniku. Starszy pan z bródką zapatrzył się w okienne przestworza, i ma - taka jest moja wyobrażnia, taki dzień: smętny, ponury, pełen wspomnień.

Gdy człowiek z ułomności starczej pochyla się nad ziemią jak drzewo w czasie wichury, zauważa wielość przedmiotów wokół siebie. Nie tylko z jego młodości. Ale również z choroby sąsiada. Z miłości. Historia kamizelki pokazuje niekonwencjonalną stronę wielkiego uczucia. Trochę tu szalbierstwa, trochę nieporozumień. Ale czy "któż jednak powie, że za tymi chmurami nie ma słońca?…"

W grobie zamarzają ludzkie popioły, tak zimno. Trumna jest zamknięciem oczywistym. Ale dla ciała, i tylko ciała. Bo po człowieku coś zostaje. Więcej: człowiek przenosi się w Inny Wymiar. A wokół trumny pojawiają się ludzie, żałobnicy. Snują wspomnienia, opowieści. Takie jak to zapisane w "Kamizelce". Oboje pracowali nad surdutem, aby miłości zadość uczynić - to czemu by nie mieli spotkać się na tamtym świecie? I chociaż teraz chmury zasłoniły niebo - jedno z nich umarło przecież, to przecież jest niebo, przepraszam: Niebo, zawsze jest. Na zawsze.

 

poniedziałek, 18 grudnia 2017, czytacz1967
dziękuję za przeczytanie wpisu Adam

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: