Kategorie: Wszystkie | opracowanie Biblii | promocja ebooków | recenzje książek
RSS
środa, 18 stycznia 2012
Marek Hłasko "Pierwszy krok w chmurach"

Mam przed sobą Marka Hłasko "Pierwszy krok w chmurach" - tomik opowiadań. A właściwie dwa opowiadania ułożone w książkę. Tytuł całości to zarazem tytuł pierwszego opowiadania. Drugie nosi tytuł "Baza Sokołowska" - oba są znane. "Baza" jest debiutem Hłasko, a "Pierwszy krok w chmurach" - pierwszym dojrzałym opowiadaniem.

Jest w Warszawie ulica Sokołowska. Dzielnica Wola. To tu Marek Hłasko umieścił bazę samochodową, miejsce pracy bohaterów opowiadania. Jednym z nich jest Michał Kosecki, student, rozpoczynający praktyki zawodowe. Nie będzie Michał dobrze wspominać tego okresu w swiom życiu. Starsi koledzy robią mu psikusy, majster - kto teraz używa słowa "majster"? - stoi jakby z boku tych wydarzeń, czasami tylko włączając się w "naukę" Koseckiego. Bardzo ostro i zdecydowanie. Michał nie wie co robić - poddać się  czy walczyć. Ale jak walczyć? ... Oto kanwa utworu.
Amerykanie mają takie powiedzenie: "Od pucybuta do prezydenta". Pomyślałem o tej sentencji czytając "Bazę Sokołowską". Ale tylko na pozór Michał jest tym pucybutem. Marek Hłasko - trzeba to przypomnieć - pisał opowuiadanie w realiach socjalizmu; socjalizm tępił wszystko co "amerykanske". Nie, Michał nie jest pucybutem. NIgdy nie miał ambicji zostania prezydentem. On stara się dorównać, tylko dorównać starszym kolegom. Takie są realia lat 50. w Polsce.
Utworu z "młodzieńczej półki" Marka Hłaski. Widać braki warsztatu pisarskiego, znać burzę mózgu Autora - nic dziwnego, Marek Hłasko w chwili pisania "Bazy" miał dwadzieścia lat! Nic dziwnego, że "szalał" na papierze, używał życia - nic to, nic - można przecież potraktować opowiadanie jako świadectwo dojrzewania; po coż literaturoznawcy utworzyli pojęcie "juwenilia"? Aby przyjrzeć się drodze literackiej Autora.
Cóż - początek pisarstwa Marka Hłasko był dość przeciętny. "Baza Sokołowska" aż iskrzy od słów, wyrażeń użuwanych powszechnie na podwórkach warszawskich. W literaturze to grzech, niedowrtościowanie. Oczywiście - tych słów, wyrażeń nie może zabraknąć, lecz ich przesyt też jest nie dobry.

"Pierwszy krok w chmurach" jest opowieścią  o nudzie. Czym mogą się zajmować dorośli mężczyzni w sobotnie popołudnie? Pan Geniek - malarz pokojowy z zawodu -  lubi patrzeć na życie. Innymi słowy: podglądać miłość. Pan Maliszewski - sąsiad pana Genia - ułatwia sytację. Właśnie na działkach, wi pan, panie Geniu jest draka. Chłopak i dziewczyna. Pan Geniek i pan Maliszewski bez żadnego skrępowania, bez żadnej żenady idą "obejrzeć" drakę. Po drodze spotykają  Henia, szwagra pana Maliszewskiego.
Napiszałem, że jest to opowiadanie o nudzie. Owszem, o nudzie także; przede wszystkim jednak widać tu chamstwo, prymityzm zachowań. Ci trzej panowie, którzy lubią patrzeć na życie - nie czują się w żaden sposób zakłopatani, gdy widzą gołe uda ładnej dziewczyny. Są bezczelni, mówiąc krótko. Niewychowani.
"Pierwszy krok w chmurach" można nazwać obrazkiem, wizją  miasta. Smutną, acz prawdziwą wizją. Hłasko fenomenalnie przygląda się otaczającemu światu, nadając odpowiedni koloryt opowiadaniu.
To już dojrzała literatura, bez grzechów poprzedniego opowiadania. Zwracają uwagę krótkie zdania sugerujące Hemingwaya ( !)  w warstwie opisowej i dokładność językowa w warstwie dialogu. To przecież trzystronicowa rzecz, lecz zapadająca w pamięć.

piątek, 13 stycznia 2012
"Dziewczyna z marzeń " Stanisława Stanucha

Świat Stanisława Stanucha to małe miasteczka lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku - aż słychać stuk kopyt koni o bruk, czuć zapach oranżady w proszku, zapach wąskich uliczek. Na rynek wjeżdza autobus PKS-u, wysiadają ludzie, być może niedaleko jest pan z watą cukrową... Z dachu patrzą na świat kominiarze, a dachy połyskują ognikami słońca. Taki jest "ogólny" klimat opowiadań Stanucha - gdzieś w Polsce, w zapomnianej przez Boga (i trochę przez ludzi) krainie zwykłych trosk i niezwykłych marzeń...

 Paweł wychodzi z więzienia i chce naprawić wyrządzone zło. Oto mamy pierwsze opowiadanie - "Z boku na bok". Niewiele dzieje się w tym opowiadaniu - zgodnie z tytułem. Akcję tego opowiadania bardziej "czuje się". Dopiero pod koniec bohater zrywa się ( dosłownie i przenośni) do działania. Ciekawa kompozycja. Jakby z Dostojewskiego.
  Na delegacji jest nudno, pusto i nieswojo. Trzeba czymś zapełnić czas wolny. Może miłostkami? I rzeczywiście bohater opowiadania, Stanisław  poznaje dziewczynę. "Dziewczynę z marzeń", tak sugeruje tytuł. Stanisław być może zapomniałby o tym jednodniowym romansie, gdyby nie pewien fakt. Stanowi on zarazem pointę. Dobrze napisane; zwraca uwagę przede wszystkim pierwsza część opowiadania, wynurzenia na temat życia na delegacji. I pointa również zwraca uwagę. Jest nagła, zdecydowana.
" Król gór"  jest próbą opowiedzienia historii chłopa małorolnego, Walka,  "za Niemca". Jak przeżyć wojnę? Być może Walek nie zna poezji Adama Mickiewicza, nie podjąłby się obrony Sokratesa i nie wie że Ziemia ma dwa bieguna - lecz przede wszystkim jest cwany, kuty na cztery nogi. Umie się ułożyć z "Niemcem". Czy jest korabolantem - niech sam Czytelnik wystawi odpowiednią ocenę. Przychodzi jednak kres tego układania. Dlaczego? Nie zdradzę pointy ... Pisane językiem Walka czym Autor zbliża bohatera do Czytelnika. Mówiąc inaczej: Walek jest nam przez to bliższy, bardziej swojski.
 Bohater kolejnego opowiadania, "Kto jest przeciw", staje przed życiowym dylematem: co wybrać - milość do dziewczyny czy karierę polityczną? Dziewczyna "zdradziła" partię (  w domyśle PZPR), chłopak musi zdcydować - jeśli ujmie się za dziewczyną - sam również będzie miał kłopoty ...  Próba rozliczeń z "minioną epoką". Czy udana? Raczej nie ... Moim zdaniem jest to najsłabsze opowiadanie w tym zbiorku - koniec jest przewidywalny, bez żadnych fajerwerków.

Kominiarze zeszli z dachu, autobus PKS-u odjechał z nowymi pasażerami, na wąskich uliczkach bawią się dzieci "w gumę". Nic nowego pod słońcem.
 A może jednak coś się narodziło? Coś nieuchwytnego? Niezbadanego? Niezdefiniowanego?  Coś ukrytego między kartkami książki? Nawet, gdy nie pododoba się to i owo - to przecież to coś porusza, zastanawia, fascynuje. Słowo ...

niedziela, 08 stycznia 2012
"Coś do kochania" Francisa Clifforda


 
"Bóg daje nam miłość:
coś do kochania wypożycza nam..."
(A. Tennyson)

To jest motto powieści. Człowiek jest tylko przechodniem życia, można powtórzyć za Biblią, i dlatego Bóg wypożycza ludziom miłość.

Robert Wyman, lekarz, jest zmuszony zejść ze statku na ląd - statek, na którym służy, uległ awarii. Statek przycumował w porcie Neapolu. Jest to dla lekarza okazja do wspomnień. Otóż Robert stacjonował w czasie II wojny światowej w małej wiosce, Stravino, niedaleko Neapalu. Zostawił wtedy kochankę, a niedługo po jego wyjeździe urodziło się dziecko, śliczna Rosina. Kochanka umarła przy porodzie.  Robert Wyman postanawia odwiedzić wioskę Stravino ...
Tymczasem w Stravino dzieją się dziwne, a wręcz cudowne rzeczy. Na posadce kościoła pojawiły się krople krwi. Tuż pod krucyfiksem. Tak jakby to sama figura Chrystusa krwawiła.
Robert Wyman dojezdza do wioski z pytaniami - co zastanie? Jak go przyjmą?

Trzymając po raz pierwszy powieść Clifforda w ręce pomyślałem - oto fajna książka do poduszki: 183 stron, dośc duża czcionka - połknę ją w jeden wieczór. Oczywiście mówię ( piszę) to z przymrużeniem oka: nigdy tak naprawdę w ten sposób nie oceniam książki - najpierw trzeba ją przeczytać. Okładka, sposób promowania - nie, to nie są atuty według których oceniam lekturę.
Można oczywiście przeczytać daną pozycję w jedną noc - temu nie zaprzeczam: wiele jest na to "dowodów" na mym blogu. Nie o to jednak idzie - książkę nie tylko się czyta, ją się także przeżywa. "Love Story" jest dobrym na to przykładem. Kto po odłożeniu powieści Segala spoglądał na świat tymi samymi oczyma co przed jej przeczytaniem?
Powieść Clofforda również zapada głęboko w pamięć. Nie jest to typowa love story czyli kolejny mutant sławnej "matki-powieści": trzeba tu podkreślić znaczenie  drugiego wątku, wątku "kropli krwi na kościelnej podłodze". Bez tego wątku rzeczywiście "Coś do kochania" byłoby powieścią o miłości. Wątek "kropli krwi" daje inny wymiar powieści. Wymiar duchowy, nieomalże mistyczny. Zastanawiamy się  dlaczego Autor dodał ten wątek i jak połączy ten wątek z wątkiem "obyczajowym". Odpowiedz na to zagadnienie jest w poincie.
Bardzo polecam - noc będzie zarwana, ale za to jakie przemyślenia na temat życia!

poniedziałek, 02 stycznia 2012
"Opowiadania wybrane" Stanisława Lema

Na  Nowy Rok- zbiór opowiadań Stanisława Lema  "Niezwyciężony".

"Przyjaciel" - Do drzwi Klubu Krótkofalowców puka pan Harden. Jest to człowiek o pospolitym wyglądzie, cichym głosie, o dość nietypowych ruchach tłowiem. Jednym słowem: pan Harden jest zakompleksiony. Przychodzi do Klubu w dość nietypowej sprawie. Czy Klub mógłby pożyczyć kilkunastu metrów drutu? Owszem, pada odpowiedz, Klub pożyczy. Dokładniej jeden z członków Klubu, młody, ciekawy życia człowiek.
 Nazajutrz pan Harden przyszedł ponownie - w Klubie dyżurował ten sam człowiek - i poprosił o coś więcej. Specjalnie piszę "o coś więcej" - nie podając szczegółów - nie chciałbym psuć zabawy Czytelnikom, zabawy przy czytaniu.
Pan Harden, tyle mogę powiedzieć, symbolizuje ludzi, którzy pomimo kompleksów chcą w pewien sposób zaistnieć, stać się kimś ważnym, poważanym. No, tak, ale pan Harden nie działa sam ... Ha, koniec, nie powiem więcej.

"Terminus" - W mitologii rzymskiej Terminus to bóg granic państwowych i granic między prywatnymi posiadłościami. Może ta informacja przyda się Czytelnikom? Mam taką zasadę: gdy spotykam obcobrzmiący wyraz - sięgam do słownika ... Najczęściej do Vikipedii.
Wracajmy do opowiadania. Pilot Pirx odkrywa na pokładzie swego statku robota. Przechowuje on dane dotyczące katastrofy, która zdarzyła się 19. lat temu. Pilot Pirx nie potrafi się jednak z robotem porozumieć. Dlaczego? Czyżby istniała granica, granica, o której mówi starożytny mit?  "Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiony jestem" - jak mówi jeden z ulubionych mych cytatów - a tak już serio: zdradziłbym pointę.Trzeba jednak pamiętać, że bogowie są zazdrośni o swe dzieło. Być może robot Tetminus poczuł się takim bogiem ...

"Ze wspomnień Iljona Tichego" - Zadam pytanie: czy człowiek, istota śmiertelna, może obwłować się bogiem? Lem w tym opowiadaniu mówi: tak, może. Tylko jest jedno małe "ale": człowiek pozostaje człowiekiem. A człowiek jest istotą omylną, śmiertelną. Nie zastąpi boga. Tylko dlaczego chce go zastąpić pomimo wszystko?
Lem próbuje na to pytanie odpowiedzieć. Oto uczony skonstruował człowieka. Dokładniej jego świadomość. Uczony zaś jest czymś ( kimś) w rodzaju Wielkiego Brata, albo - jak kto woli - duchowego przywódcy. "Ludzie" uczonego potrafią kochać, nienawidzić, czują zapach kwiatów, wzdychają do błękitu nieba. Uczony jest jednak niepochamowany w swoich wyczynach, jest ekscetrykiem. Jak ekscentryk może być bogiem? Bardzo ciekawa teoria, nieprawdaż? Znacie boga-ekscetryka?

"Ratujmy kosmos" - To bardziej  esej niż opowiadanie. Stanisław Lem przedstawia w nim swoją wizję kosmosu. Jaki on jest? Bardzo podobny do świata ziemskiego.  Inaczej mówiąc: człowiek łatwo, zbyt łatwo przenosi przyzwyczajenia, sposób bycia wszędzie tam, gdzie ma zamiar zbudować dom. Bałagan, śmieci, brak jednolitości - oto czym charakteryzuje się kosmos według Stanisława Lema. Czy jest na to rada? I drugie pytanie, które nasuwa się: dlaczego Lem pisze o kosmosie? Czy ziemia nie dość ma kłopotów? Po przeczytaniu "Ratujmy kosmos" czytelnik sam odpowie na te pytania.

"Jak ocalał świat" - Konstruktor Tlurl zbudował maaszynę, która robiła wszystko na "N". Niebo, naukę, nogę - wszystko na "N". A czy możesz zrobić nic? Nic nie robić? Nie! Zrobić Nic. Mogę. Tylko jest "mały" problem. Kiedy zrobię Nic, to nic nie będzie. I jaka będzie pointa tego opowiadania?
 W satyryczny sposób przedstawia Stanisław Lem dążenia człowieka do ... samozagłady. Czlowiek jest pozbawiony takiej myśli, twierdzi Lem, która daje możliwość przewidywania niedalekiej przyszłości. Staram się nie używać w recenzji słów ze słownika podwórkowego, lecz teraz użyję. Użyję, aby zilustrować sytaucję, która mogłaby doprowadzić świat do upadku. Przyjaciel Trurla chlapnął coś w rozmowie z maszyną. Maszyna wzięła te słowa na poważnie. Maszyna nie myśli, wykonuje tylko polecenia. Tylko ...

"Bajka o królu Murdasie" - Król Murdas jest władcą ambitnym, acz tchórzliwym. Wszędzie widzi wrogów. Pewnego dnia w rzadko uczęszczanej komnacie spotrzegł  maszynę do przepowiadania przyszłości. Ciekawość zwyciężyła nad tchórzostwem - król Murdas maszynę włączył. I się zaczęło - jak mówi mój 16.letni bratanek. Nie była przepowiednia miła, ciekawa dla władyki. Według niej król Murdas miał wszystkich swych przeciwników zgładzić, a sam ponieść najokrutniejszą śmierć pod słońcem. Cóż robić? Król widzi tylko jedno rozwiązanie: uciec w sen, nigdy się nie obudzić. Zapomniał o jednym - o świaomości. W czasie snu świadomość żyje.
Ironiczne przedstawienie władcy-despoty. Stalina, Hitlera czy Kim In Sena. Proszę zwrócić uwagę na wyrocznie-aforyzmy, a może epigramaty. Lem dał tutaj pokaz humoru, a jednocześnie kunsztu warsztatu potyckiego.

"Wyprawa pierwsza a, czyli elektrobyłt Trurla" - Konstruktor Tlurl zbudował maszynę, która ma wielorakie zadanie. Piszę wiersze, śpiewa, wykonuje zadania matematyczne, rozmawia z ludzmi. No, geniusz, no, znakomitość. Zdolność kreacji opanowana w stu procentach. W pewnym momencie natchnienia pozwoliłem sobie na pewną myśl: oto Stanisław Lem wymyślił prototyp komunikatora. Może jeszcze nie sieciowego, ale na pewno stacjonalnego. Konstruktor Trurl nie był zadowolony ze swojego wynalazku. Tu trzeba coś naprawić, tu coś chrobocze, tu jakiś mankament. Poza tym elektrobyłt zaczął żyć swoim życiem - podobnie jak interfejs: przypatrzmy się - gdy nasz osobisty komputer jest wyłączony, inni użytkownicy mogą przecież zajrzeć na "nasze" strony.
Konstruktor Trurl nie wie co robić. Jest w pułapce swojego wynalazku ...

"Wyprawa szósta, czyli jak Trurl i Klaupacjusz demona drugiego gatunku stworzyli, aby zbójcę Gębona pokonać" - Wszystko dzieje się w przestrzeni kosmicznej. Trurl spostrzega w tej niezmierzonej przestrzeni niezbadaną istotę. Jawi się jako hologram czy jakaś inna materia. To zbójca Gębon tak się ujawnia. Jest to - można tak powiedzieć - pirat Kosmosu. Porywa Trurla i Klaupacjusza. Gębon okazuje się być zbójem dyplomowanym, z doktoratem i patentami, który nie dba o bogactwo (także dlatego, że wykonane w taki sposób złoto stałoby się pospolite, więc bezwartościowe), ale za to żądny jest wiedzy. Konstruktorzy zatem sporządzają Demona Drugiego Rodzaju, który odsiewa informacje z przypadkowego ruchu cząsteczek gazu i drukuje je na wstędze papieru. Gębon jest zachwycony; do czasu jednak ...

"Rozprawa" - Pilot Pirx ma nowe zadanie: wykryć wsród załogi swojego statku robota, a jeśli chcemy być dokładni jak Lem tego nauczał - androida. Ma być on niebezbieczny. Niełatwe to zadanie, tym bardziej, że aż trzech członków załogi przyznaje się do bycia androidem. Pirx musi niejako rozwiązać zagadkę kryminalną. Niestety załoga nie ułatwia mu tego zadania.
 Ale w tym opowiadaniu co innego wysuwa się na pierwszy plan. Otóż Lem traktuje androidy na równi z ludzmi. W definicji androida jednak czytamy, że jest to urządzenie co prawda humanoidalne, ale wykonujące pewne, tylko niektóre czynności przypisane ludziom. Niektóre - człowiek ma wolę, rozum i płeć - a andreoid już nie. Co wyniknie z tych rozbieżności? Jak uśmiercić andreoida, gdy ludzkość ma na sumieniu zbrodnie przeciw samej sobie? A może anndreoid ma jednak ludzkie "odruchy"? Na te i inne pytania stara się odpowiedzieć Stanisław Lem w niniejszym opowiadaniu.

"Polowanie" - Pilot Pirx bierze udział w unieszkodliwieniu zbuntowanego księżycowego robota górniczego. Robot - jeżeli można tak powiedzieć w stosunku do robota - poczuł się wolny. Wolny w każdej definicji tego słowa. Używanie wolności potrafi jednak zrobić krzywdę ...
Jak już wspominalem przy okazji poprzedniego opowiadania andreoidy nie mają woli istnienia. Czyżby roboty o innej prowieniencji  tę wolę posiadały? Tak, na to wychodzi - jak powiadała moja babcia. Robot z "Polowania" ma taką wolę. Potrafi odróznić zło od dobra, przyjaciela od wroga.
W tym opowiadaniu Stanisław Lem udawadnia swoją tezę ( nie po raz pierwszy - ale bardzo wyraziście), że śiat podzielony jest między ludzmi a robotów.

""Niezwyciężony"" - podwójny cudzysłów jak najbardziej na miejscu. Jest to bowiem tytuł całości, a jednocześnie nazwa własna krążownika. Krążownika jak z "Gwiezdnych wojen" Lucasa. Opis tak sugeruje. Przepraszam Czyelników: nie mam zwyczaju tuż na początku podawać takich sczegółów przeczytanego opowiadania - lecz nie mogłem się powstrzymać.
Ląduje ów krążownik na planecie Regis III. Celem przybycia załogi "Niezwyciężonego" jest odnalezienie szczątek bliżniaczej jednostki  o nazwie Kondor.Jednocześnie naukowcy przystępują do badań planety, starając się określić źródła potencjalnego zagrożenia. W trakcie poszukiwań zaginionego statku odkryte zostają nieznane konstrukcje, tworzące prawdopodobnie odpowiednik ziemskiego miasta. To miasto może niepokoić. Mam w pamięci Machu Picchu. Oba miasta -  Lema i  Inków zostało opuszczone. Dlaczego? Co do Miasta Inków - wiele jest hipotez - nie miejsce tutaj rozwodzić się na ten temat. Jeśli chodzi o miasto z "Niezwyciężonego" - po prostu przypomina mi Machu Picchu. Klimat opuszczonego przez ludzi zalążka cywilizacji. No, właśnie - dlaczego nie ma wnim ludzi. A może to nie ludzie są budowniczymi tego miasta?  Tymczasem trzysta kilometrów dalej (!) odnaleziony zostaje Kondor. Okazuje się, że cała jego załoga zginęła w tajemniczych okolicznościach ...
"Niezwyciężony" to swoiste arcydzieło w którym autor genialnie zawarł część swojego credo, choć wydźwięk książki zdaje się być pesymistyczny, to jest to - podobnie jak w wielu innych książkach Lema - genialny i na swój sposób zdrowy pesymizm, a może nawet odebranie Rodzajowi Ludzkiemu części zarozumiałości. Genialne jest także zachwycenie się (podobnie, jak w niektórych fragmentach wielkiego Opus Magnum Mistrza) naturą nieożywioną, z którą też trzeba umieć mądrze postąpić. I to zakończenie niby bez zakończenia, z tytułowym słowem na końcu, żeby każdy czytelnik sobie resztę dopowiedział, co mu rozum i sumienie (tak, tak: sumienie!) podpowiada!
Jeszcze jedno: jest to powieść, nie opowiadanie. Dlaczego jednak znalazł się w tomie opowiadań? Oczywiście - bardzo miło mi, że Wydawca umieścił "Niezwyciężonego" w niniejszym tomie - mógł jednak  zaznaczyć to odstępstwo od zasady. Przykład na tytuł: ""Niezwyciężony". Powieść. Opowiadania wybrane."

 

 

 

 

 


 

O autorze
Zakładki:
Tagi